czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 4.

Dlaczego ja?

Lindsey’s pov:
- Hej, Lindsey! Jakbyś miała dzisiaj czas, to wiesz. Zadzwoń. – jakiś blondyn puścił mi oczko i wręczył skrawek papieru z ciągiem cyfr. Byłam porządnie wkurzona, gdyż to chyba setna sytuacja tego typu od afery z Harrym. Nie wiem kto rozpuścił tą plotkę, ale się dowiem i uduszę własnymi rękami. Może i muszę odgrywać rolę suki, ale dziwką nie będę. 
- Ups. – podarłam kartkę teatralnie wywracając oczami. Posłałam pogardliwe spojrzenie chłopakowi, który najwidoczniej poczuł się rozczarowany – Nie twoja liga, smarkaczu.
Odeszłam szybko i czym prędzej starałam się opuścić budynek szkoły. Lekcje się skończyły, a ja miałam dość. Muszę jakoś spuścić nerwy, bo inaczej może być bardzo nieprzyjemnie.
- Linds, autobus do ośrodka w tamtą stronę. – zaśmiał się Niall stając mi na drodze w przeciwnym kierunku.
- Idę na spacer. Lepiej zejdź mi z drogi. – zagroziłam. Naprawdę nie byłam w humorze. Wyminęłam go.
- Spacer teraz? Zapowiadają kolejny huragan. Lepiej nie idź nigdzie sama… - nie dawał za wygraną.
- Zostaw mnie w spokoju, rozumiesz? Umiem o siebie zadbać. – warknęłam i przyspieszyłam. Natychmiast poczułam mocniejszy powiew wiatru. Super. Muszę się uspokoić.
Zaczęłam biec. Jeśli nie chcę, aby ktoś mnie zauważył, powinnam jak najszybciej zniknąć z otwartej przestrzeni. Pokonałam najszybciej jak się dało pola wokół szkoły, a gdy znalazłam się pomiędzy drzewami poczułam się bezpieczniej. Zwolniłam i maszerowałam w stronę najbliższego przystanku komunikacji miejskiej pobliskiego miasta. Włosy przesłaniały mi co jakiś czas oczy tak, że nic nie widziałam. Nie raz o mały włos nie wlazłam w drzewo. Wiatr wzmagał na sile, wokół mnie szumiały głośno drzewa. Byłam gdzieś w środku lasu.
- AAA!!!! – wrzasnęłam najgłośniej jak potrafiłam, najmocniej jak mogłam. Szum się podwoił, w górę wzniosły się liście, małe oraz średnie gałązki. Słyszałam stłumiony huk, który rozniósł się jak fala dźwiękowa ode mnie w głąb lasu. Nadal byłam wkurzona, nadal byłam zła, a emocje kumulowały się we mnie niebezpiecznie. Z zaskoczeniem zauważyłam, że mam policzki mokre od łez. Opadłam bezsilnie na kolana, a potem skuliłam się pod ogromnym drzewem. Było mi zimno, wszystko wokół mnie dosłownie fruwało. Ale ja nie miałam siły, już nie chciało mi się tego wszystkiego ciągle wstrzymywać. Zaniosłam się płaczem.
Dlaczego akurat ja?

Harry’s pov:
- Hej, stary. Bądź dobrym kolegą i daj mi numer Lindsey. – Julian klepnął mnie w ramię. Rany, zawsze wszyscy chcą moją ostatnią laskę. Praktycznie rzecz biorąc, Linds nią nie była. Ale tak właśnie wszyscy myśleli.
- Wal się. – mruknąłem i wsadziłem kolejną frytkę do ust zbyt zajęty oglądaniem meczu. Zbliżają się do bramki, zaraz będzie… 
- TAK!!! Wisisz mi dychę! – Louis zaczął skakać po kanapie i przybijać wszystkim piątki. Cholera, przegrałem.
- A idź do diabła. – warknąłem zdenerwowany. To moje ostatnie pieniądze w tym miesiącu. Byłem pewny, że Real Madryt wygra. Niech to szlag!
- Idź, idź po moje pieniążki! Ja się będę rozkoszował swoim zwycięstwem. – krzyczał Louis za mną, gdy wychodziłem z pokoju dziennego. Poszedłem od razu do swojego pokoju. Cholera, ale ze mnie debil! Właśnie przegrałem swoje ostatnie pieniądze, które miały mi starczyć do końca tygodnia. Dzisiaj jest środa i jak mam przeżyć do niedzieli? Super, do tego zapomniałem kluczy. Są pewnie na kanapie, a tam nie wrócę.
- Walić to. – mruknąłem i skupiłem się na swoim ciele. Poczułem znajome mrowienie i przeszedłem przez drzwi. Wywołało to krótkie uczucie łaskotania, kiedy moje ciało swobodnie przeniknęło przez drewno. Znalazłem się w pokoju i z irytacją rzuciłem na łóżko. Rolety głośno uderzały o parapet i okno. Oczywiście, że go nie zamknąłem wychodząc. To takie do mnie podobne. Wstałem, a gdy odsunąłem zasłonę lekko się przeraziłem. Ogromne drzewo, które znajdowało się przed budynkiem chwiało się w lewo i w prawo. O co chodzi z tymi huraganami? Zamknąłem porządnie okno i postanowiłem odrobić lekcje. Jeśli chcę mieć trochę więcej kasy, to muszę dostać parę dobrych stopni. Oby do końca tygodnia mi się udało.

*****

- Uh… - stęknąłem otwierając oczy. Kark potwornie mi zesztywniał i przy najmniejszym ruchu poczułem ból rozchodzący się od szyi w dół pleców. Usiadłem na krześle i przez chwilę nie rozumiałem co się stało. Ah, no tak. Zasnąłem nad lekcjami. Brawo dla Stylesa. Wstałem, by trochę rozprostować nogi. Do moich uszu dobiegły nieprzyjemne dźwięki strzelających lub przeskakujących kości. Pokój oświetlała tylko mała lampka stojąca na biurku. Wyciągnąłem telefon, by sprawdzić godzinę. Dochodziła jedenasta w nocy. Wiatr się wzmógł, ponieważ o okno uderzały gałązki drzewa, które wcale blisko nie jest. Zaciekawiony podszedłem do szyby i rozejrzałem się po podwórku. Z drugiego piętra miałem całkiem dobry widok. Uliczne latarnie dawały słabą poświatę, a księżyc zasłoniły ciężkie chmury. Już miałem kłaść się do łóżka, gdy dostrzegłem poruszający się cień obok drzewa i krzaków.
- Lindsey? – nie poznałem  jej od razu. Dopiero, gdy wiatr wzburzył jej włosy i odsłonił twarz. Skradała się ostrożnie w stronę jednego z okien na parterze. Gdyby któryś ze Stróżów ją teraz zobaczył, wylądowałaby na dywaniku. Godzina policyjna już dawno minęła.
Gdy dziewczyna skryła się tak, że nie mogłem jej już zobaczyć, położyłem się do łóżka. Ciekawe, gdzie była? Zupełnie sama… Linds zawsze wydawała mi się nieco podejrzana. Ale głupotą byłoby ignorować godzinę policyjną. Stamtąd jest prosta droga do wyrzucenia ze szkoły. A ona nie jest głupia, o nie. Choć czasem tak się zachowuje.


Lindsey’s pov:

- Panno Lindsey Star. Zadałem pytanie. – zerwałam się jak poparzona. Miałam wrażenie, że zaśliniłam kartkę, na której spałam…
- Um… - wyjąkałam gorączkowo szukając odpowiedniego wytłumaczenia, dlaczego nie znam odpowiedzi, ani nawet pytania!
- Czy pani spała? – nauczyciel skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Nienawidzę tego gościa.
- Oczywiście, że nie. Zapisywałam notatkę. – skłamałam bez mrugnięcia okiem. Proszę, proszę, proszę…
- To dlaczego nie odpowiedziała pani na moje pytanie? – nie lubiłam tego, że teraz cała klasa patrzy na mnie. 
- Próbowałam sobie przypomnieć co pan mówił, żeby zapisać. Przepraszam, nie słyszałam. – odpowiedziałam. Czułam jak mięśnie mi się napinają ze stresu.
- Co pani myśli o zachowaniu Wertera? Większość klasy uważa, że to szaleniec, który nie potrafił ruszyć do przodu, znaleźć nowej miłości. Jakie jest pańskie zdanie? – nauczyciel przyglądał mi się groźnie. Werter. Pomyślmy... „Cierpienia Młodego Wertera”- J. Goethe.
- Jak Werter mógł znaleźć nową miłość, gdy dozgonnie darzył tym uczuciem Lottę? On może i był szalony, ale z miłości. Nie widział świata poza Lottą, a gdy uznał, że sytuacja jest dla niego zbyt ciężka zrobił to, co zrobił. Nie mógł znieść tego, że nie może być z miłością swojego życia. – wypowiedziałam się. Rysy twarzy pana Gryfa złagodniały. Pokiwał głową z aprobatą.
- Dobrze, to tyle z powtórzenia ostatniej lekcji. Dziś zaczniemy omawiać Don Kichota, kolejnego „szaleńca”. – zrobił cudzysłów w powietrzu i odwrócił się w stronę tablicy.
Odetchnęłam z ulgą.

*****

- Genialnie wybrnęłaś z sytuacji, serio. Jestem pod wrażeniem! – pochwalił mnie Tony. Uśmiechnęłam się słabo. Byłam okropnie zmęczona i jedyne czego potrzebowałam, to odrobiny snu.
- Wracamy razem? – zaproponował Harry, który znikąd pojawił się u mego boku. Podskoczyłam lekko, a ten zaczął się śmiać. Rany, naprawdę potrzebuję choćby krótkiej drzemki.
- Mam jeszcze jedną lekcję. – powiedziałam, starając się nie zdenerwować jeszcze bardziej. Ten człowiek ostatnio gra mi na nerwach, a to może się nienajlepiej skończyć…
- Brawo, Linds. Wszyscy mamy jeszcze jedną lekcję. – zielonooki zaklaskał ciągle się śmiejąc – Pobudka! Ziemia do…
- Oh, zamknij się! – wykrzyczałam nagle. Bolała mnie głowa, czułam się naprawdę okropnie, a on miał czelność się jeszcze ze mnie naśmiewać – Mam cię dość!
- Wow, spokojnie… - Tony położył dłoń na moim ramieniu w uspokajającym geście, ale strzepnęłam ją od razu.
- Ty. – wskazałam palcem na Stylesa, który się szczerzył głupkowato – Masz przestać.
- A co ja zrobiłem? Nie moja wina, że masz zły humor i się nie wyspałaś. – stwierdził.
- Po prostu chodźmy już na tą głupią lekcję. – jęknęłam. Nie miałam siły się z nim kłócić.
- Będę na ciebie czekał przy twojej szafce. – mrugnął do mnie okiem, posłał cwaniacki uśmiech i odszedł korytarzem w lewo. Wywróciłam oczami.
- A więc ty i Styles, huh? – zagadnął Tony.
- Ja i kto? Proszę cię, nie denerwuj mnie. – zaśmiałam się z politowaniem – Nie w tym życiu. Ani w żadnym innym.
- Teraz mamy historię, prawda? – ruszyliśmy korytarzem w lewo. Nie umknął mi zadowolony błysk w jego oku. Hmm…
- Lubię historię. Nauczyciel jest świetny. Cieszę się, że nie musimy się uczyć tych wszystkich bzdur co ludzie w normalnych szkołach. – westchnęłam.
- Tak, choć to w sumie śmieszne. Oni naprawdę wierzą, że wybuch pierwszej wojny światowej wywołał zamach na księcia na Bałkanach? – zaczął się śmiać.
- Najwidoczniej tak. – dołączyłam się do niego.
- Ej, słyszeliście? Dzisiaj na historii będzie ciekawie! – podeszła do nas Jade i Niall.
- Na historii? Ciekawie? – prychnął Niall.
- Alison zapytała pana Battle czy opowie coś na temat starych legend. Powiedział, że może nam powiedzieć trochę o Wybranych. – mówiła podekscytowana, a mi krew zastygła w żyłach – Uwielbiam słuchać o tym. Pomyśl o tym, że ktoś mógłby być na tyle potężny, żeby zmieść wszystko z powierzchni ziemi… Wow…
- Ale to nieprawda. „Wybrani” nie istnieją. – Tony zrobił znak cudzysłowu w powietrzu.
- Tak czy siak, lubię o tym słuchać. – koleżanka wzruszyła ramionami – To o wiele ciekawsze, niż czemu tak naprawdę wybuchła pierwsza wojna światowa…
- O nie, teraz to przesadziłaś! – i w ten oto sposób przez resztę przerwy zawzięcie dyskutowali o tym, co jest „najciekawsze”. Starałam się brać czynny udział w rozmowie, ale żołądek ścisnął mi się z nerwów. Pan Battle jest historykiem z zamiłowania. Może dowiem się czegoś nowego? Czegoś pożytecznego.
__________________________________________________

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, samych prawdziwych i dobrych przyjaciół, spełnienia marzeń, wspaniałych chwil z rodziną i wszystkiego, czego jeszcze sobie życzycie :)

Mam nadzieję, że mój prezencik w postaci rozdziału się podobał ^^ Dajcie znać co myślicie o Lindsey i Harrym lub innych bohaterach :3
Dziękuję za Wasze komentarze, są ogromnie motywujące! Jesteście wspaniali! 

Do następnego! 
N.x

PS: Na "Rozśpiewanej Historii" również się pojawił nowy rozdział :) KLIK

7 komentarzy:

  1. Dobra. Odwołuje tamto. To opowiadanie znacznie się różni od RH. W sumie nie wiem dlaczego nie skojarzyłam sobie tego obrazka z lewej strony do żywiołów. Niby oczywiste, ale nie wiem dlaczego od razu wykluczyłam je. Myślałam tylko o Śpiewakach i Muzykach.
    No, no, teraz dopiero się zaczyna. Jestem bardzo ciekawa tej lekcji historii, może powie nam to coś trochę o dziewczynie, kimś innym (ale to tylko moje podejrzenia) i całym opowiadaniu.
    Kiedy następny rozdział-(jęczy)
    Czekam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha cieszy mnie to bardzo!
      W następnym rozdziale wyjaśnię parę spraw i mam nadzieję, że wiele rzeczy stanie się bardziej zrozumiałe :)
      Dziękuję za miłe słowa!
      N.x

      Usuń
  2. Świetny rozdział. Jestem ciekawa kim sa ci wybrani? Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo, cudo kochana. Proszę informuj mnie o rozdziałach na moim blogu w zakładce spam :D
    Zapraszam także do przeczytania i oceniania fachowym okiem, pozdrawiam <3
    http://newcompany-zaynmalik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Teoretycznie nie powinnam mówić, ale to chyba oczywiste haha :D Dziękuję ♥
      N.x

      Usuń

TEMPLATE BY NATH